artykuly

strefa inspiracji

Wywiad z Artemis Westenberg – CEO Explore Mars Europe

Czy to na pewno dobry pomysł, żeby wydawać tryliony dolarów na kolonizację Marsa, skoro moglibyśmy przeznaczyć te pieniądze na rozwiązywanie problemów na Ziemi, na przykład na odnawialne źródła energii, przeciwdziałanie zmianom klimatu itp.?

A gdybym Ci powiedziała, że do rozwiązania tych wszystkich kwestii, które wymieniłaś, kosmos jest niezbędny? To, że wydajemy pieniądze na sektor kosmiczny nie oznacza wcale wysyłania ich w kosmos. Z tych funduszy pokrywamy pensje ekspertów potrafiących rozwiązywać interdyscyplinarne i złożone problemy. Część z tych wyzwań dotyczy naturalnie sfery kosmicznej, ale jednocześnie pomagają one rozwiązywać problemy tu na Ziemi.

Weźmy np. przywołaną wyżej kwestię zmian klimatycznych. Bez kosztującego miliony euro programu obserwacji Ziemi Copernicus realizowanego przez Komisję Europejską, z którego dane dostępne są dla każdego na naszej planecie, nie mielibyśmy tak dokładnej wiedzy na temat np. pożarów w Amazonii. Dlatego twierdzenie, że wydajemy pieniądze na sektor kosmiczny, podczas gdy powinniśmy finansować z nich przedsięwzięcia w innych obszarach gospodarki jest z gruntu błędne. W rzeczywistości wykorzystujemy kosmos jako okulary, które pozwalają nam spojrzeć na nasze ziemskie wyzwania z wielu perspektyw i efektywnie szukać dla nich rozwiązania, zamiast tylko biegać w kółko w bezproduktywnej panice: O mój Boże! Nasz klimat się zmienia.

Jesteś zwolenniczką idei, że w 2033r. człowiek stanie na Marsie. Co musi się stać, w kontekście rozwoju technologii i prawodawstwa, żeby do tego doszło?

W kwestii prawa, nie jestem pewna, czy coś musi się wydarzyć. Podstawowa i najważniejsza zasada –mająca powstrzymać ludzi przed stworzeniem republiki bananowej w kosmosie, w której najsilniejszy bierze wszystko – funkcjonuje już od 1967r. Została zapisana w „Traktacie o przestrzeni kosmicznej” i jednoznacznie podkreśla, że kosmos należy do wszystkich ludzi. Oczywiście w miarę postępującej eksploracji przestrzeni kosmicznej pojawiają się kolejne obszary wymagające prawnego uregulowania. Jednym z nich jest na przykład komercjalizacja górnictwa kosmicznego, czyli jak prawo ma zareagować w sytuacji, gdy przedsiębiorca zakłada firmę, leci w kosmos, znajduje tam asteroidę i rozpoczyna na niej prace wykopaliskowe. Do kogo należeć będą produkty w ten sposób powstałe? Czy taka firma będzie mogła je legalnie sprzedawać? To są pytania, na które prawnicy muszą być w stanie odpowiedzieć, ale mogą do tego wykorzystać wiele już istniejących zapisów prawa międzynarodowego.

A co z technologią?

Jednym z największych aktualnie wyzwań jest budowa lądownika, który byłby w stanie bezpiecznie przetransportować ładunek o wadze 40 000 kilogramów.

Skąd taka liczba?

Poza wagą samego lądownika i załogi liczącej od czterech do sześciu osób, musimy w to wliczyć także zapas żywności na wiele miesięcy, sprzęt naukowy, kombinezony do pracy na zewnątrz itd. To wszystko łącznie daje ok. 40 000 kg i to przy założeniu, że łazika i elementy habitatu wyślemy wcześniejszym transportem. Aby zobrazować skalę tego wyzwania, wystarczy powiedzieć, że najcięższym przedmiotem, jaki udało nam się dotychczas przetransportować na Marsa był łazik Curiosity. Ważył zaledwie 1000 kilogramów.

To faktycznie spore wyzwanie!

A to jeszcze nie wszystko. Jeśli chcemy podnieść poziom bezpieczeństwa w kosmosie, zdecydowanie musimy skupić się także na rozwoju technologii dla sektora medycznego. To, co przydarzyło się Scottowi Kelly’emu w czasie trwającego 340 dni pobytu na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (u astronauty stwierdzono zgrubienie siatkówki, które w dłuższej perspektywie może mieć negatywny wpływ na jego wzrok – przyp. red.), nie zdarza się każdemu astronaucie. Co więcej, to nie była przecież pierwsza wizyta Kelly’ego na ISS (International Space Station – przyp. red.) i wcześniej nie zgłaszał tego typu dolegliwości. Potrzebujemy technologii i wiedzy, żeby zrozumieć, co spowodowało jego schorzenie, a idąc dalej, kto jeszcze kwalifikuje się do tej samej grupy ryzyka. Jeśli uda nam się z dużym prawdopodobieństwem przewidzieć, u którego astronauty wystąpią podobne zaburzenia wzroku, będziemy w stanie podejmować lepsze decyzje, co do tego, kogo możemy bezpiecznie wysłać w kosmos.

Jest więc nad czym pracować.

Oczywiście są to tylko najważniejsze kwestie. O innych rzeczach, które trzeba poprawić, moglibyśmy rozmawiać godzinami. Natomiast, żeby nie brzmieć pesymistycznie, warta podkreślenia jest jedna rzecz: technologia potrzebna do tego, by stanąć na Marsie już istnieje. Teraz wystarczy ją tylko w sposób skalowalny rozwijać, żeby stała się bezpieczniejsza i bardziej niezawodna.

A czy nie jest tak, że zamiast próbować wysyłać ludzi na Marsa, powinniśmy lepiej wykorzystać potencjał łazików marsjańskich? W robotyce kosmicznej mówi się o tworzeniu nowej generacji robotów, które nie tylko mają asystować ludziom, ale określone czynności będą wykonywać samodzielnie. Może przyszłością jest Czerwona Planeta skolonizowana przez łaziki?

Dopóki nie stworzymy robotów z zaprogramowaną sztuczną inteligencją, człowiek dysponujący nie tylko wykształceniem i umiejętnościami, ale także intuicją zawsze będzie pierwszym wyborem, jeśli chodzi o misje kosmiczne. Możemy oczywiście wyposażyć łazika w podstawową wiedzę o geologii, a on przeskanuje wszystkie skały dostępne w zasięgu swojego działania, ale nawet po wykonaniu analizy ich wszystkich, wciąż nie będzie miał 100% pewności, którą z nich powinien zabrać z powrotem na Ziemię do badania. Nie pozostawia złudzeń fakt, że jeśli chcemy prowadzić zaawansowane prace naukowe w kosmosie, wciąż potrzebujemy doświadczonych i wysoko wykwalifikowanych ludzi. Ponieważ jednak jesteśmy na międzynarodowych zawodach robotów marsjańskich (European Rover Challenge, przyp. red.) myślę, że warto na budowane tu łaziki – w coraz większej mierze autonomiczne – spojrzeć z jeszcze innej strony.

Jakiej?

Wracamy tu do początku naszej rozmowy i Twojego pytania o dylemat dotyczący zasadności finansowania rozwiązań tworzonych dla sektora kosmicznego. Przecież im jesteśmy lepsi w budowaniu autonomicznych robotów, w tym większym stopniu możemy je wykorzystywać na Ziemi do rozwiązywania bieżących problemów. Jednym z nich jest starzejąca się populacja w krajach zachodnich. Liczba starszych osób ciągle rośnie i musimy się nimi odpowiednio opiekować. A gdybyśmy wykorzystali do tego roboty?

Łaziki jako remedium na syndrom tzw. pustego gniazda?

Oczywiście daleko nam jeszcze do opracowania technologii, dzięki której roboty stałyby się podobne do ludzi i zdolne do interakcji z nimi na poziomie emocjonalnym. Jednak postęp w dziedzinie robotyki i sztucznej inteligencji jest błyskawiczny. Kiedy pięć lat temu kupiłam swój pierwszy głośnik Amazon Echo, było to bardzo głupie urządzenie. Wciąż daleko mu do perfekcji, ale przez lata dość zmądrzało: jest w stanie czytać moje maile, wydawać polecenia inteligentnym urządzeniom w moim domu, dzwonić do moich przyjaciół, odbierać telefony itp. Za 20 lat urządzenia tego typu będą o wiele bardziej zaawansowane i to dzięki młodym inżynierom, którzy biorą udział w takich zawodach jak te, na których jesteśmy. Pokolenie ludzi, które tu przyjechało ma przed sobą 40 lat pracy. Odpowiednio ukształtowani teraz, staną się cenionymi pracownikami firm, które chcą budować lepsze roboty nie tylko dla sektora kosmicznego, ale również rozwiązujące ludzkie wyzwania tu na Ziemi. Takie jak na przykład opieka nad starszymi osobami w coraz silniej starzejącym się społeczeństwie.

Wyobraźmy sobie, że zaczynamy żyć na Marsie. Jakie sektory przemysłu pojawią się według Ciebie na Czerwonej Planecie jako pierwsze?

Człowiek w stanie wyższej konieczności potrafi obejść się bez wielu rzeczy. W zasadzie tylko trzy elementy są nam niezbędne do przetrwania: jedzenie, woda i dach nad głową. I to jest odpowiedź na Twoje pytanie. Dom na Marsie można postawić korzystając z dostępnych tam materiałów w taki sam sposób, w jaki starożytni Rzymianie budowali swoje mieszkania. Jak wszyscy wiemy, przetrwały one tysiące lat. Następnym krokiem będzie uprawa roślin. Im więcej jesteśmy w stanie samodzielnie wyhodować, tym mniej musimy importować z Ziemi, to z kolei oznacza większą samowystarczalność. Tym bardziej, że uprawiane rośliny można wykorzystać nie tylko do produkcji jedzenia, ale również ubrań czy pościeli. Na upartego nawet łóżko jesteśmy w stanie zbudować z bambusa.

Skoro już poruszyłaś temat importu/eksportu, czy uważasz, że wizja międzyplanetarnego handlu jest możliwa do spełnienia?

Jeśli uda nam się zbudować „wahadłowiec”, który od lat propaguje Buzz Aldrin czy firma Aerojet Rocketdyne bardzo poważnie podchodząca do tego pomysłu, wówczas międzyplanetarny handel stanie się możliwy. Mówiąc „wahadłowiec”, mam na myśli statek kosmiczny w kształcie łodzi, który podróżuje z tą samą prędkością między planetami (w tym wypadku między Ziemią a Marsem) po eliptycznej trajektorii, przewożąc ludzi i materiały. Jeśli stworzymy taki statek kosmiczny, będziemy potencjalnie mogli przetransportować z Marsa rzadkie metale lub minerały, które znalazłyby zastosowanie na Ziemi w przemyśle zaawansowanych technologii. Chciałabym jednak stanowczo przestrzec przed myśleniem, że skoro uda nam się znaleźć technologicznie bezpieczny sposób dotarcia na Marsa i z powrotem, to upoważnia nas to do ograbiania tej planety z jej naturalnych zasobów. Nie tędy droga.

Artemis Westenberg jest prezesem i współzałożycielem firmy Explore Mars Inc. oraz członkiem jej zarządu. Od 2000 roku zaangażowana w działania na rzecz eksploracji kosmosu, jako prezes Mars Society Netherlands i członek Komitetu Sterującego The Mars Society Inc. Gość specjalny międzynarodowych zawodów robotów marsjańskich European Rover Challenge w 2018 i 2019 roku.

Rozmawiały: Katarzyna Matczuk i Agnieszka Mrozowska

Podobne wpisy